W XIX wieku sławkowianie mieszkali w drewnianych chałupach, często w kurnych chatach bez pieca, podłogi i otwieranych okien. Często dzielili swe pomieszczenia ze zwierzętami. Niedożywienie, bieda oraz mała świadomość utrzymywania należytej higieny, sprzyjały powstawaniu wśród mieszkańców licznych chorób, które często przeradzały się w epidemie. Żywiono się tym, co zebrano na polu, gotowano żur, tylko od wielkiego święta na stole pojawiało się mięso. Gdy przychodził nieurodzaj, kiepskie żywienie, fatalny stan higieny, brak opieki medycznej, zbierały krwawe żniwo. Trudną sytuację sanitarną miasta pogarszał brak lekarza zatrudnionego na etacie. Wprawdzie co jakiś czas do Sławkowa przyjeżdżał lekarz powiatowy lub górniczy, jednak charakter jego wizyt był raczej urzędowy, polegający na dawaniu wytycznych dotyczących przestrzegania przepisów sanitarnych. W takiej sytuacji rada miasta podjęła decyzję o dobrowolnym opodatkowaniu się i zatrudnieniu na etacie lekarza miejskiego. W 1840 roku podpisano kontrakt z Feliksem Massalskim. Zatrudniono go w charakterze chirurga miejskiego, jednak już w 1846 roku jego ciężka choroba zakończyła się zgonem. Znów Sławków pozostał bez opieki lekarskiej. Nadal mieszkańcy mieli do czynienia z lekarzem w zasadzie tylko w wyjątkowych okolicznościach. Na co dzień jedynymi sposobami leczenia chorób było: leżenie w łóżku, unikanie przeciągów, tarty chrzan, picie wywaru z arcydzięgla i oczywiście medycyna ludowa oraz modlitwa, tym bardziej, że przyczyn choroby czy zarazy nie szukano w bakteriach czy wirusach, o których istnieniu nie wiedziano, lecz w gniewie boskim. W prawdzie każdy mieszkaniec mógł być leczony w Szpitalu Powiatowym św. Błażeja w Olkuszu, lecz było to leczenie bardzo drogie, dlatego chory wcześniej musiał otrzymać pisemną zgodę od burmistrza miasta, który tym samym poręczał za chorego, że ten po zakończeniu kuracji zapłaci należną sumę, a w przypadku gdyby nie mógł wpłacić tej sumy, ogół mieszkańców musiałby to uczynić.
Rok 1849 – Sławków nawiedza największa w dziejach XIX wieku epidemia cholery. Co to za choroba, której tak się obawiano? W „Instrukcji o postępowaniu podczas cholery” wydanej dla mieszkańców Śląska w latach 1836-1837 tak opisano objawy choroby: „Cholera jest chorobą, która się, jak wiadomo, zwyczajnie daje poznać przez wymioty i biegunkę (...) przez nieprzyjemne uczucie w dołku serca, przez oziębłość członków, konwulsje i bóle, osobliwe w łydkach, jak i przez wklęsłą i prędko odmienioną twarz, słaby wnet nie czujny puls, wielką słabość i tęsknotę. Najwięcej ona połączona jest z wielkim pragnieniem, zatrzymaniem uryny, z niebieskim lub czerwono-niebieskim kolorem pojedynczych części, najbardziej rąk i nóg.”
Zaraza opanowała wówczas całe miasto. Ludzie zamykali się w domach chcąc uniknąć zarażenia. Domy dotknięte zarazą były oznakowane, zabroniono wylewania nieczystości na ulice, wypędzania bydła i drobiu, zakazano używania łaźni publicznej, a zmarłych chowano poza miastem na tzw. cmentarzu morowym. Tak w „Dziejach Sławkowa” opisane jest powstanie tego cmentarza:
„Jednocześnie z funkcjonowaniem cmentarza przykościelnego i założonego już nowego powstał w latach dwudziestych XIX w. trzeci cmentarz nazywany przez miejscową ludność „cholernym”. Założonym najprawdopodobniej w roku 1813 podczas szalejącej epidemii tyfusu, kiedy to zmarło około 200 osób. Miejsce pod cmentarz wyznaczono w odległości około 1,5 km od miasta, w lesie zwanym Chmielnik przy drodze prowadzącej do Ciołkowizny. Ustronie, rozległa polana oraz sprzyjający do głębokiego grzebania zmarłych piaszczysty grunt, miały skutecznie odizolować zarażone zwłoki od pozostałych przy życiu. Możliwe, że już w 1820 roku wybudowano w tym miejscu kapliczkę. Taka data widnieje do chwili obecnej pod zwieńczeniem dachu budowli”.
Na początku sierpnia 1849 roku pojawiały się pierwsze pojedyncze przypadki zachorowań i zgonów. Brak lekarza, niedostatek, zły stan sanitarny miasta, zaowocowały tym, że zaraza zaczęła zbierać obfite żniwo, bo już w połowie sierpnia nastąpiło nasilenie choroby a co za tym idzie zgonów. Dziennie umierało 5-10 osób. Najwięcej jednak zgonów odnotowano w dniach: 25 sierpnia, kiedy w ciągu doby zmarło 26 osób oraz 26 sierpnia pochowano 18 osób zmarłych na cholerę. Zmarłych chowano poza miastem na cmentarzu morowym. Wyludniały się całe ulice, domy, umierały całe rodziny.
Z opowiadania mojej Babci, której dziadek Łuckoś Wojciech zmarł na cholerę zapamiętałam opowieść, że zdarzały się przypadki, kiedy zarażeni sami kopali sobie groby, aby być w nich pochowani, ponieważ coraz więcej zmarłych i coraz mniej chętnych do ich grzebania. Ludzie bali się panicznie zarazy, a epidemia opanowała już całe miasto. Ludzie padali jak muchy w strasznych męczarniach.
Przeglądając księgi zgonów z 1849 r., odnotowałam ponad 200 zgonów zarejestrowanych, w tym 50 aktów zgonów dzieci. Ile naprawdę zmarło? Trudno dziś powiedzieć, ponieważ nie wszyscy zmarli byli zarejestrowani w parafii. Niektórzy z nich, nie mający rodziny, zostali pogrzebani bez identyfikacji. Zgonów było dużo więcej, na pewno ponad 300. Zaraza szalała do końca września, ale jeszcze w październiku i listopadzie zdarzały się pojedyncze zachorowania i zgony.
Po mieście wałęsały się gromady żebrzących ludzi, osieroconych, zrozpaczonych dzieci. Toteż trudno się dziwić, że już w miesiącach listopadzie, grudniu 1849 roku czy na początku 1850 roku zarejestrowane są śluby wdów, wdowców, którzy zmuszeni byli zakładać nowe rodziny aby zapewnić byt i utrzymanie dzieciom.
Po wygaśnięciu epidemii, cmentarzowi nadano przydomek „cholerny”. W czasie zarazy zmarło wielu znaczniejszych obywateli miasta między innymi: Najderski Kazimierz obywatel miasta, Łukasz Janeczek – gospodarz, Maciej Puz – mieszczanin, rzeźnik, Marcin Kubiczek – mieszczanin, Maciej Honiek – mieszczanin, Antoni Stychno, Wawarzyniec Bień i inni.
W następnych latach sytuacja epidemiologiczna w mieście zdecydowanie się poprawiła. W 1852 roku na wieść o zbliżaniu się kolejnej epidemii cholery miasto było przygotowane. Powołano specjalny „Komitet Choleryczny” na czele z burmistrzem i plebanem sławkowskim. Wyznaczono duży okazały budynek, w którym planowano urządzić szpital i wynająć lekarza do jego prowadzenia. Co najważniejsze, podpisano kontrakty z ludźmi, którzy zgodzili się w razie epidemii grzebać zmarłych. Na szczęście przygotowania okazały się zbyteczne, bo cholera ominęła tym razem miasto. W następnych latach mając smutne doświadczenia z 1849 roku, władze miasta starały się o polepszenie opieki lekarskiej. W Sławkowie zamieszkał bowiem starszy felczer górniczy Franciszek Kamiński, który w ramach swoich obowiązków musiał również udzielać porad lekarskich mieszkańcom Sławkowa.
Jest dokument, w którym informowano, że ostatni pochówek był w 1849 roku w czasie największej w XIX wieku epidemii cholery. Następne ofiary epidemii jakie nawiedzały Sławków były grzebane prawdopodobnie na nowym cmentarzu.
Jak dzisiaj wygląda cmentarz cholerny?
Zapomniany przez mieszkańców cmentarz, niegdyś polana, porósł drzewami samosiejkami. Jedynie ostała się kapliczka pod wezwaniem św. Krzysztofa (dawniej św. Wawrzyńca) wybudowana w 1820 roku, jedyny świadek wydarzeń tamtych lat. Czas zatarł ślady dawnych mogił, krzyże, które jeszcze po II wojnie światowej można było zauważyć uległy zniszczeniu. Starsi ludzie pamiętający tych, którzy tu byli pochowani poumierali. Jedynymi bywalcami tego miejsca są stada dzików, sarenki i inne leśne zwierzęta.
Brak jakiejkolwiek informacji, że taki cmentarz istnieje, jak do niego dotrzeć, brak dojścia – nawet ścieżki powoduje, że większość mieszkańców nie wie, że takie wydarzenie w historii naszego miasta miało miejsce.
Mieszkańcy Zagródek do niedawna w miesiącu maju spotykali się przy kapliczce, śpiewając pieśni maryjne, była odprawiana przez księdza wikariusza Grzegorza Ziętalę Msza Święta za zmarłych spoczywających na tym cmentarzu. Ale i ten zwyczaj uległ zapomnieniu a szkoda.
Zapraszam mieszkańców do odwiedzenia tego szczególnego cmentarza. A może znajdą się sponsorzy, którzy zechcą pokryć koszty odnowienia kapliczki i oznakowania tego miejsca.
WIĘCEJ NA STRONIE

Zebrała i opracowała
Elżbieta Pietrzyk,
Koło Historyczne MOK w Sławkowie