Głównym punktem święta jest gonitwa za lisem, a dokładnie za lisią kitą przyczepioną do lewego ramienia jeźdźca – zwycięzcy Hubertusa z poprzedniego roku. Dziś już nie gonimy prawdziwego lisa choć w dalszym ciągu robią to Anglicy. Jednemu z jeźdźców zostanie doczepiony ogon do ramienia i to on ucieka przed pozostałymi uczestnikami gonitwy. W tym roku jest to zwyciężczyni ubiegłorocznej gonitwy, czyli „lisica” Inez Dylewska - mówi Witold Rosa właściciel Rancza „Pan De Rosa” w Sławkowie, który wspólnie ze Sportowym Klubem Jeździeckim „Jokar” z Mysłowic zorganizował tegorocznego Hubertusa. Patronat nad imprezą objął Burmistrz Sławkowa Bronisław Goraj, który ufundował specjalny puchar dla zwycięzcy I gonitwy w galopie.
To dla nas bardzo ważne, że sławkowski Hubertus, którego wspólnie z Karolem Molędą i Witoldem Rosą zorganizowaliśmy po raz pierwszy w 2005 r. cieszy się nieprzerwanie dużym zainteresowaniem, zarówno wśród uczestników, ale również naszych mieszkańców, których tak wielu, jak w tym roku na gonitwach jeszcze nie było – mówił Bronisław Goraj.
W sobotę 5 listopada prawie trzydziestu jeźdźców goniło lisa dwukrotnie, najpierw we wspomnianej gonitwie w galopie, a później w II gonitwie w kłusie. Za pierwszym razem po blisko półgodzinnej jeździe lisią kitę zerwał Kamil Gdesz na koniu Amaretto z klubu Tabun ze Sławkowa, a w II gonitwie w kłusie najlepiej spisała się Karolina Skotniczna na koniu Orawa ze Sportowego Klubu Jeździeckiego „Jokar”.
Za nim na łąkach przy ulicy Walcownia rozpoczęły się gonitwy, jeźdźcy zgodnie z tradycją sławkowskich Hubertusów przejechali ulicami miasta, aby punktualnie o godz. 12.00 spotkać się na Rynku z władzami Sławkowa oraz mieszkańcami.
.jpg)





.jpg)
